• Wpisów: 104
  • Średnio co: 6 dni
  • Ostatni wpis: 73 dni temu, 23:47
  • Licznik odwiedzin: 3 857 / 639 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
wcalegola
 
Wartościowość zależy od grupy, w której się leży. Ciężko jest wartościować. Ciężko jest uzyskać wartość, jeśli się nigdy wartości nie miało. Wartości mogą przyjmować wartości względne, lub wartości bezwzględne. Zawsze starałam się mieć wartość. Co trzeba zrobić, aby mieć wartość? Czy dużo trzeba zrobić, aby mieć wartość? Czy to warto?
Wartości mogą przyjmować wartości względne, lub wartości bezwzględne. Wartość bezwzględną będziemy mieć zawsze zerową, a wartość względna nie ma żadnej wartości. Względem bezdomnego, z którym jechałam dziś autobusem, miałam wartośc niesamowitą, chociażby tylko z braku gówna wtartego w podeszwę. Ale względem innych pasażerów, którzy też nie mieli gówna wtartego w podeszę, a zamiast wtartego w podeszwę gówna mieli wytarte idee i myśli. Moje idee i myśli jeszcze nie powstały, więc nie są warte wytrawnego wytarcia. A względem babci, która też nie miała gówna wtartego w podeszwę, miała za to wytartą twarz i wytarte włosy, i wspomnienia zatarte, ale zawsze jakieś, lecz ona sama, babcia, stara, więc bezwartościowa. Ja kiedyś też będę mieć jakieś wspomnienia, po tym jak zetrę się z życiem, ale one będą miały jakąś wartość dopiero, gdy przeminą, staną się przeszłością i nic z nimi już nie będzie można zrobić. Będą nic nie warte.
  • awatar Pan Artur: Urzekł mnie ten ciąg logiczny.
  • awatar dotplot: Bo żeby odpowiednio uszeregować pierwiastki, trzeba wiedzieć, w jakiej grupie leżą. W jakiej grupie leżysz? Leżę w każdej grupie, a inni potykają się o mnie swoimi wielkimi buciorami. Ale najczęściej leżę w grupie zerowej w zerowym okresie 0,000 i zero w okresie. Wiele zer w tym okresie. Co będzie, gdy ten okres się skończy? Czy ten okres się skończy? Leżę i się zeruję, a inni potykają się o mnie swoimi wielkimi buciorami. Czy mógłbyś się zerować gdzieś indziej? To przeszkadza. Och, ludzie nie mają za grosz kultury i dobrego wychowania, żeby takie zero, okrągłe zero, leżało na okrągło nam na drodze i psuło widoki. Zero ogłady. Więc ja zerkam, czy gdzieś jest jakieś miejsce, miejsce dla mnie, w którym można mnie odpowiednio uszeregować, żebym już mogła się zerować w spokoju i wyzerować świat z siebie.
  • awatar Pan Artur: @dotplot: pierwotnie miałem powiedzieć, że nie bardzo rozumiem... Obecnie jednak powiem, że zera mogą posiadać wartość dodaną, niemierzalną... choć budzi to pewne wątpliwości, bo skoro zero z zasady żadnej wartości mieć nie powinno... jednakowoż punkt widzenia zmienia się wraz ze zmianą perspektywy.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

wcalegola
 
Poszukuję faceta z ambiwalentnym podejściem do rodzynek. Aby z jednej strony uważał, że są paskudne i obrzydliwe i nie życzył sobie przebywać w obecności potraw z takowym dodatkiem, a z drugiej strony, jeśli już bym dostała ciasto z rodzynkami, to by ochoczo wyjadł te, które z ciasta wydłubałam, żeby twórcy wypieku nie było przykro.
Kiedyś zrobiłam z babcią eksperyment i niestety faktycznie - ciasto bez rodzynek nie wychodzi takie, jak ciasto z rodzynkami. Jednak dalsze badania ukazały, że tę smą cechę - bycia w cieście - posiadają także inne dodatki - suszona żurawina, kandyzowana skórka pomarańczy lub cytryny. Czemu więc się wszyscy tak uparli na te rodzynki?

O! I właśnie tyle mam do przekazania światu dnia 8 listopada 2011 roku.
 

wcalegola
 
W przerwie między jedną reakcją a drugą oglądałam na internecie jakieś mało ambitne programy o wymarzonym domu. I te wszystkie wyznania amerykanów, o ukochanym ogródku z basenem, w którym chlapałyby się małe dzieci i rozkoszne bobasy, skłoniły mnie do refleksji nad tym, gdzie ja w ogóle mieszkam. Dom rodziców przestał być moim domem chyba z chwilą, gdy zaczęłam studiować, bo jakoś uznali, że dobrze mi się będzie wieść i do rodzinnego miasteczka na pewno nie wrócę (przynajmniej tak się pocieszam, że z mojego pokoju zrobili składzik z żalu po rozstaniu, a nie z powodu nieczułego kaprysu). A w Warszawie -  każdego roku nowe mieszkanie, nowe miejsce, nowi ludzie (choć w większości od dawna znani). Co roku kupowanie śmietnika do toalety i wydawanie książek z którymi jestem najmniej związana.
Co roku mniej przywiązana do nowego miejsca, co roku opuszczam je z coraz mniejszym sentymentem, z coraz większym sentymentem do ludzi, którzy każde nowe mieszkanie zwiedzają, porównując z poprzednim.
Obecne mieszkanie, w samym środku stolicy, z miękkim kocykiem i cudownymi snami. Ale czy ja w nim tak naprawdę mieszkam? Przez 3 tygodnie "lokatoringu", nie dorobiłam się nawet masła w lodówce (i nie tylko dlatego, że jest ono niezdrowe), ani mleka do kawy.
Każdej nocy z samotności, spraszam do niego innych ludzi, którzy sprawiają, że nie będę musiała się zmierzyć ze strachami z szafy i zbyt cienkimi do wytłumienia wszystkich dźwięków ścianami. I tylko poranne pozbywanie się pustych butelek po wódce i parzenie kawy w zbyt wielkiej ilości kubków, nie zmienia się w zależności od dnia tygodnia.
  • awatar Pan Artur: Nie jest chyba tak dramatycznie, skoro masz kogo spraszać... i jednak dopisują. U mnie niby tłumy, ale wszyscy obcy... pomimo masła w lodówce.
  • awatar podaj kod pin.: ja też często mam wrażenie, że jestem bezdomna - dwa miasta, a właściwie trzy, naprzemiennie. raz rodzina, raz chłopak, raz ja. znajdziesz kiedyś to miejsce. znajdziemy. i pierwsze, po czym poznasz, że to twój dom, to mleko do kawy stojące na najniższej półce w lodówce. ; )
Pokaż wszystkie (2) ›
 

wcalegola
 
Na dzisiejszym (jak to się pisze? Nie tak? chyba tak, a wygląda jakoś dziwnie) lab meetingu (no, w końcu jakieś przyjaźnie wyglądające słowo) poruszano kwestie surowych sankcji, nakładanych na osoby, których obecność w laboratorium pozwala zapomnieć, jak wyglądają (czyli krótko mówiąc się opierdalają). Mój dwudniowy, beztroski, nikomu niezapowiedziany urlop zapewne nie uszedł nikomu bez uwagi. Aby nadrobić nadwątloną reputację przykładnej studentki, muszę brać nadgodziny i wyglądać na zapracowaną. Bardzo się do tego przykładam - mina "zapracowana 5" i "zapracowana 12" są naprawdę przekonujące.
 

wcalegola
 
Strasznie jestem niepocieszona.
Bo powinieneś mnie był przytulić, tak jak nieliczni tylko potrafią.
Bo wszyscy gdzieś są, a nie ma nikogo.
A warszawa jest taka pusta - zastanawiam się, jak zmieścili tyle pustki, na tak dużej powierzchni, to aż dziwne, że nigdzie po drodze nie wdarła się pełność.
Chociaż ta pustka jest taka ciężka i materialna, że to chyba poprostu taki romański element wystroju.
Ech, a może to by dobrze nie wyszło? Takie kojące tulenie niepokornej duszy?
Sama już nie wiem.

* och, no i co ja mam zrobić, że mnie ta moja nieznośna grafomania, prędziej czy później, ale nieubłaganie, wciąż rzuca gdzieś w ekshibicjonistyczne odmęty internetowych pamiętników?
 

wcalegola
 
Operacja "Gruba Dupa..." na chwilę wstrzymana, bo gruba dupa robi kwaśną minę i boli przy każdym ruchu. Tak samo jak uda, łydki, brzuch, plecy... anatomii by się z tych moich pojękiwań nauczyć można.
 

wcalegola
 
Gruba dupa, moja dupa, starająca się być obrzydliwie szczupłą i jędrną dupą, została przeze mnie wepchnięta w sexowny dresik, w którym potem rytmicznie się trzęsła dookoła osiedla, przez jakieś pół godziny. 30 min - 4 km, wynik jakiś nie zwalający z nóg, ani nie zwalający za jednym zamachem, całych trzymiesięcznych pokładów tłuszczu (schudła dupa do sylwestra, a potem cwaniara, jechała już tylko na opinii).
Plan jest taki, żeby na mój widok wszystkie panny klnęły z zazdrości, lub chociaż drżały z wyrzutów sumienia, trzymając w łapkach batonika, którego moja obrzydliwie szczupła dupa będzie ochoczo pałaszować.
Tym sposobem może i rozpocznę zimą kolejny cykl, sezon drugi pt. "Gruba dupa w tenisówkach i nausznikach", ale za to wiosną ile moja obrzydliwie szczupła dupa będzie miała satysfakcji?
 

wcalegola
 
Ostatni raz jadę na narty ze znajomymi rodziny.
Nudzę się, kurwa.
 

wcalegola
 
Dorota-sierota się zgubiła...

Na pięknych stokach la Villi
nie marnuje ani chwili.
Czasem się zgubię,
bom dziecko głupie,
lecz to nam tylko czas umili.
 

wcalegola
 
Kiepskiemu narciarzowi z Borca di Cadore
z zimna zamarzały w nosie babole,
nóżki bolały,
rączki mu drżały,
więc postanowił sie upic w knajpie na dole.